^Powrót na górę strony

Wyszukiwarka

Sponsorzy

ETISOFT Sp. z o.o.

Kaledarz imprez

loader

Najbliższe imprezy

Brak wydarzeń
sobota, 04 maj 2013 07:39

Rudawska Wyrypa

Napisał
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Drugi występ naszego młodego teamu rowerowego , tym razem przed nami Rudawy Janowickie, czyli część Sudetów. Wg informacji organizatora przed nami: 

  • Dystans po trasie optymalnej 200,85 km
  • Dystans na azymut 154,19 km
  • Przewyższenie w linii azymutów 5215 m
  • Ilość PK 41
  • limit czasu 24 h

Im bliżej godziny wyjazdu tym większe mamy wątpliwości, czy jest sens jechać. Ponad 5 tysięcy metrów przewyższeń!!!

Ale skoro powiedziało się: A… trzeba jechać. Do bazy w Łomnicy docieramy tuż przed otwarciem biura zawodów. Okazuje się, że dopiero za 2 godziny będziemy mieli udostępnione miejsce do spania. Jest więc czas na pogaduchy z dawno niewidzianymi znajomymi oraz na śledzenie prognoz pogody. Na razie cały czas leje, ale jest szansa, że przestanie.

 W końcu instalujemy się, przygotowujemy rowery, napitki, zastanawiamy się w co się ubrać, kiedy w zapowiedziach mamy 4 stopnie nad ranem, a blisko 20 w ciągu dnia. I w ten sposób zbliża się godzina odprawy. Nie udało się, ani na chwilę zmrużyć oka. Co więcej na odprawę wpadamy w ostatniej chwili.

 Potwierdza się informacja o dwóch pętlach i odcinku specjalnym. Na mapach nie ma zaznaczonych żadnych nazw: miejscowości, rzek, szczytów, nie ma szlaków turystycznych… czyli łatwo nie będzie. Do tego opisy punktów nie są w stylu: skrzyżowanie ścieżek, jar, czy wzniesienie, a… dostajemy jedynie zbliżenia punktów w skali 1:5000 i piktogramy, które może jasne są dla piechurów, ale dla nas wyglądają jak hieroglify.

 

 

  Wybija 23:00 – pora startu, pakujemy mapy do mapników, chwilę później ruszamy.

Początek prosty, niby delikatnie pod górkę, na razie to szosa, nie czuć podjazdów, można je śmiało zignorować, pędzimy ile sił w nogach, dość szybko doganiamy maruderów. Początkowo mamy delikatne problemy z nawigacją trzeba przywyknąć do map na których nie ma nazw miejscowości. Ta mała niedogodność specjalnie nie przeszkadza i po kilku spojrzeniach na mapie świetnie sobie z nimi radzimy, w zasadzie umieszczenie dodatkowych informacji mogłoby wręcz przeszkadzać.

 Wjeżdżamy na żółty szlak w okolicach Janowic Wielkich (na mapie oczywiście nie ma żadnych oznaczeń szlaków, za to są na drzewach, słupach itd...), Wspinamy się kilometr za kilometrem żużlową doliną, mijając po drodze Mały Wołek i Wołek. Lekko podmokłe podłoże daje się nam we znaki. Zbliżamy się do miejsca gdzie wg nas powinien być PK1, hm... punkt powinien być za wartkim potokiem płynącym wzdłuż ścieżki, jednak jakoś nie mamy ochoty (jeszcze) na moczenie się w lodowatej wodzie. Po raz pierwszy spoglądamy na dodatkowe informacje umieszczone na osobnych kartkach n mapki bezpośredniej okolicy PK. Od razu widać, że coś jest nie tak, że nie jesteśmy w tym miejscu. Obok znajdują się jakieś magiczne piktogramy, ale cóż, trzeba będzie się przyjrzeć kiedyś co one oznaczają. Teraz możemy się jedynie domyślać.

50m dalej jest wjazd na interesującą nas ścieżkę i bez błąkania docieramy do

 

PK1

 

 

 

Pora skierować się na PK2. Z mapy wynika, że jest umieszczony w okolicy kamieniołomu w niedaleko Przełęczy Rudawskiej. Nie udaje nam się znaleźć właściwej ścieżki jest ukryta za samochodami. W efekcie robimy kółko i lądujemy niedaleko punktu wjazdu w okolice kamieniołomu. Chwila zastanowienia, możemy nadrobić trochę i podjechać po szosach, tyle, że stracimy kolejne cenne kilkadziesiąt minut. Od startu minęły już 3 godziny, mamy zdobyty 1 pk. Odpuszczamy PK2, szkoda czasu, kierujemy się na

PK 3

 Sporo zjazdów, tyle, że podłoże mocno niestabilne, usiane tu i ówdzie kamieniami, fragmentami drzew po ścince i poprzecinane podeszczowymi strumieniami, chwilami nie ma mowy o jeździe. Trzeba zejść z roweru i go przenieść, przeprowadzić. Ostatnie kilka km to szybki zjazd gdzieś po drodze wypada Amidze z mapnika mapa. Chwila zastanowienia czy się wracać, ale jak przypominamy sobie po czym jechaliśmy to... odpuszczamy - jest jeszcze jeden komplet map. Po chwili wjazd w teren, ale... coś się nie zgadza, droga prowadzi nie w tym kierunku. Pora na analizę mapy i... nie jesteśmy na tej ścieżce na której powinniśmy. Wycofujemy się kilkadziesiąt metrów i tym razem już właściwą drogą docieramy w okolice PK. Chwila na odszukanie i jest. Podbijamy karty i ruszamy dalej, znowu podjazd, znowu sporo błota.

 

 

Pora na PK 4, tym razem zero problemów punkt odnajdujemy dość szybko, mało tego piktogramy umieszczone przy pozycjach poszczególnych PK coraz więcej nam mówią, zaczynamy się domyślać co one oznaczają :) Mała przerwa i ruszamy, zaczyna świtać, budzi się dzień, a my w drodze :). Zbliżamy się do kolejnego miejsca gdzie spodziewamy się PK5 tyle, że... punktu nie ma. Znowu próbujemy rozszyfrować piktogramy. Co może oznaczać, wężyk, krzyżyk i wężyk? Oczywiście skrzyżowanie ze strumieni ;P. Dosłownie 5-6m od nas znajduje się coś takiego, podbijamy karty i ruszamy dalej.

 

Spoglądamy na mapę i... chyba odpuścimy PK6 i 7, są zlokalizowane gdzieś w okolicach Karpacza, długi ciężki podjazd. Wiemy, że i tak dzisiaj nie wygramy, więc czy będzie 1 punkt więcej czy mniej to już nie robi różnicy. Skracamy trasę kierujemy się na PK 8. Mały błąd nawigacyjny szukamy kolejnego PK jakieś 50m za wcześnie. Szybko korygujemy błąd i odnajdujemy punkt.

 

Przyszła pora na PK9, to baza, więc nie mamy żadnych problemów z odszukaniem tego miejsca, na dokładkę jest szansa na zmianę ubrań, jednak temp. nad ranem dość mocno spadła, jest ok 4 stopni, więc wielkich zmian w ubiorze nie ma. Za to uzupełniamy baki i żołądki, ruszamy na PK10 początek odcinka specjalnego. Z opisu wynika, że to tylko ok 10km, a do zdobycia aż 12 punktów, powinno być prosto i szybko dodamy kilkanaście PK do naszego wyniku.

Szacujemy trasę na ok 90 min z buta. Jednak głębokie błoto, kałuże, ścianki, kamienie zmuszają nas do korekty planów, w wielu miejscach nie ma mowy o jakiejkolwiek jeździe.

 

Ciężki teren daje się we znaki, ale i tak zdobywamy komplet PK na OS-ie w kolejności: S10, S09, S04, S02, S03, S04, S06, S05, S08, S07, S12 i S11.

 

Dojeżdżamy w końcu do mety odcinka specjalnego. Uff – zajęło nam to 3 godziny. PK 23 zaliczony – meta OS-a :). Kolejna przerwa, na uzupełnienie elektrolitów, zjadamy po bananie i ruszamy dalej. Po drodze jeszcze PK 24, PK 25 i możemy skierować się do bufetu na PK 26 przed nami sporo ruchliwych szos .jednak jest...siadamy, raczymy się gorącym kubkiem, możemy też spłukać rowery, naoliwić napędy i chwilę odsapnąć.

 

Dostajemy kolejną mapę, na drugą pętlę – tą.... bardziej terenową. Spoglądamy na mapę, na siebie i... krótka decyzja. Mamy na dzisiaj dość, zaliczymy po drodze jeszcze ze 2 PK i do bazy. PK 38 i PK 39 mamy po drodze. Na pierwszy ogień idzie PK 39, jest jednak coś co nas delikatnie niepokoi, poziomice jakoś tak gęstnieją na mapie, okazuje się, że podjazd jest męczący , kolejne kilka km pod górkę. Punkt znajduje się za skałką na polu ogrodzonym płotem/ Skok przez plot i podbijamy karty.

 

 

Powrót i... odpuszczamy PK38, wiele to już nie zmieni. Lecimy do bazy, jednak czujemy potrzebę uzupełnienia płynów. W przydrożnym sklepie jest tylko pepsi, jest nam wszystko jedno. Kupujemy 1.5 wariant tego napoju + po 2 pączki w czekoladzie, siadamy na chwilę na trawie w pobliżu marketu. Jak fajnie gdy 4 litery mogą spocząć na czymś co nie podskakuje na wybojach.

 

20 min później dosiadamy rowerów i mkniemy do mety. Jest już pierwszy zawodnik z TR200 z zaliczonymi wszystkimi PK. Jak? Nie mamy pojęcia, niemniej należą się gratulacje.

Jesteśmy już w bazie, zaliczone 25PK, 118km, 2500m przewyższeń. Jak na tak ciężką trasę na początku sezonu to całkiem nieźle....

 

Pełna galeria zdjęć:

Dodatkowe informacje

  • Liczba km: 118,45
  • Czas jazdy: 11:00
Czytany 18977 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 10 czerwiec 2013 07:34

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Copyright © 2013. ETISOFT BIKE TEAM  Rights Reserved.